Amerykanizacja ślubów trwa i ma się dobrze …

Choć trendy i tradycje zaczerpnięte z amerykańskich ślubów w Polsce nie są niczym nowym, to w ostatnim czasie widać duży progres w tym temacie.

To właśnie z Ameryki, już jakiś czas temu, przybyła błękitna podwiązka i zwyczaj, że do ołtarza Pannę Młodą prowadzi ojciec. Uśmiech na twarzach gości wywołuje kolejny zaczerpnięty z zachodu obrazek –  to chłopczyk wystrojony w garnitur, dumnie niosący obrączki do ołtarza.  Zwyczaj obsypywania wychodzącej z kościoła Młodej Pary ewoluował, ryż ustępuje na rzecz bardziej praktycznych płatków kwiatów, a toast kieliszkiem szampana powoli wypiera  rytuał witania Młodych chlebem i solą … i na tym zamiany się nie kończą. Nasze Panny Młode coraz częściej marzą by mieć u swego boku kilka druhen, które nie tylko ładnie prezentują się w dniu ślubu, ale również służą pomocą podczas przygotowań.

Jeszcze kilka lat temu wesele na wolnym powietrzu kojarzono bardziej z wiejską biesiadą niż luksusowym przyjęciem w klimatyzowanym namiocie, a hasło „save the date” było owiane tajemnicą.

Co prawda  słychać głosy oburzenia, że nie dbamy o tradycję, ale kusi nas mocno ta swego rodzaju „egzotyka”, bo czy to będą wpływy amerykańskie, azjatyckie, afrykańskie czy europejskie to nie ma znaczenia …cel jest jeden…. ślub ma być wyjątkowy!!!